Tak zwane opcje walutowe które mogą rozłożyć w Polsce tysiące firm, to nie wymysł polskich banków. Polskie banki były tylko pośrednikami. Polskie firmy zwarły umowy opcyjne z bankami amerykańskimi (zapewne nawet o tym nie wiedząc), za pośrednictwem kilku banków polskich. Tak więc jakiekolwiek “unieważnienie” takich umów przez polski rząd czy parlament, jest w świetle prawa międzynarodowego niemożliwe.
Jeśli już wiemy, że opcje walutowe to sprawka banków amerykańskich, to łatwo wydedukować dlaczego “kapitał spekulacyjny”, rozpoczął grę na spadek wartości złotego. Ano po to aby wydrenować z Polski dziesiątki miliardów dewiz, w ramach umów opcyjnych, a że niejako przy okazji w wyniku tego “numeru” zbankrutuje tysiące polskich firm? A kogo to obchodzi?
Procesy globalizacji objęły nie tylko sferę produkcji, handlu i finansów, ale i wszelkiej szulerni. Pożyteczne z założenia instrumenty finansowe, które zabezpieczają firmy przed ryzykiem wahań kursów walut, stają się śmiertelną pułapką, jeśli wahania takie są sterowane (zazwyczaj pośrednio) przez banki które takie opcje zawarły. Dramat tysięcy polskich firm które już zbankrutowały w wyniku opcji (oraz tych które dopiero zbankrutują – a „umoczonych” w opcje jest ponoć aż 50 tysięcy polskich firm), pokazuje jak głupi i lekkomyślni są polscy menadżerowie. Trzeba być kompletnym idiotą, aby uwierzyć w medialną propagandę o stałym trendzie umacniania się złotówki ( wynikłym ponoć z „siły” polskiej gospodarki), w sytuacji gdy jej wysoki kurs był zawsze wynikiem spekulacji walutowych, napędzanych przez kolejne rządy RP finansujących deficyt budżetowy, coraz to większymi pożyczkami na rynkach międzynarodowych.
„...Czemuś biedny? Bom głupi. Czemuś głupi? Bom biedny...’ Tak najkrócej można by skomentować obecne groźne dla polskich firm „zawirowanie” gospodarcze, związane z opcjami walutowymi.
Anthony
Ivanowitz
19. lutego. 2009r.